Rozenek o niezapomnianej przygodzie w business class

Rozenek o niezapomnienej przygodzie w business class
Małgorzata Rozenek-Majdan/Fot. Instagram @m_rozenek

Małgorzata Rozenek nie omieszkała pochwalić się fanom swoją podróżą na podkładzie luksusowego samolotu. Rozenek-Majdan nigdy nie odmawia sobie splendoru i wysokiego standardu.

Małgorzata Rozenek wróciła ostatnio z USA. Leciała specjalnym samolotem, gwarantującym całkowitą anonimowość. Strefa VIP jest tam specjalnie chroniona i występuje szereg obostrzeń, m.in. zakaz robienia zdjęć. Pełny bufet, zdyscyplinowana obsługa i same gwiazdy oraz milionerzy.

“Perfekcyjna pani domu” nie może pozwolić sobie na byle jaki standard. Jednak jak widać, nawet w biznes klasie nie zawsze można poczuć wygodę czy spokój. Świetnie i dosadnie opisuje to Majdanowa na swoim Instagramie. Celebrytka nie czuła jednak zażenowania całą sytuacją. Jak zapewnia, była to jej najciekawsza i najbardziej niewiarygodna podróż.

Małgosia wspomniała, że jedna ze stewardess zwyczajnie jej nie poznała. Rozenek oficjalnie się tym w ogóle nie przejęła, a winę zrzuciła na dodatkowe kilogramy. Druga żona Radka przytyła aż 30 kilogramów. Jednak najwidoczniej nie ma z tym problemu, sądząc po ostatniej kreacji, jaką wybrała na Telekamery…

Ciekawe czy uda jej się wrócić do formy, gdyż jak wiadomo dojrzały wiek nie działa sprzyjająco. Zwłaszcza, że to już trzecia ciąża Rozenek. Biorąc pod uwagę poprzednie kobiety Majdana, zastanawiające czy nie pokusi się o kolejną żonę…

View this post on Instagram

Podczas wczorajszej podróży w prywatnej strefie @flylot rozmawiałam ze stewardesą o… butach (ja na zdjęciu po przytyciu chyba z 30kg!), a pilot uczył mnie imprezowej instrukcji bezpieczeństwa o nazwie makarena. 💁‍♀️🙅‍♀️ Wiem, brzmi to surrealistycznie. Ale od początku… Tylko ok. 20 osób, na małej podniebnej przestrzeni, z najlepszą muzyką, filmami, z zakazem robienia zdjęć (powyższe to wyjątek poimprezowy). Strefa Business zamknięta i pilnie strzeżona, wejście osobnymi drzwiami, żeby nie dało się nikogo sfotografować. Miejsce w którym wszyscy mogą się wyluzować i zaszaleć! Każdy dostaje na wejściu… kapcie (weszłam w tę opcje) i bawi się bez skrępowania do białego rana. Zaczęło się od rozmowy ze stewardesą o moich trampkach (namawiała mnie na kapcie, których ona sama nie miała na nogach) Szczerze, nie poznała mnie, bo nie jestem szczupła jak przecinek! 😉Gadałyśmy zaśmiewając się do momentu, kiedy powiedziałam jak się nazywam… Rozmowa ze stewardesą była przepustką do miłej konwersacji ze stewardem. A później już było totalne szaleństwo! Steward uczył mnie układu tanecznego (bezskutecznie, bo skomplikowany, ale za to było śmiesznie), jedna z pań siedzących obok patrząc na mój strój we flagę amerykańską stwierdziła ze śmiechem, że ją przyćmiłam (miała na sobie ciemnogranatowym welurowy dres), z pewnym panem tańczyłam przez chwilę za rękę (taka była konwencja, a ja siedziałam obok). Otoczony wianuszkiem stewardes Pysiula posyłał mi uśmiechy, ale chyba dlatego, że jego też rozśmieszył mój taniec z pewnym panem. Klan obcokrajowców bawił się we własnym gronie. Pierwszy i drugi pilot wzięli udział w podniebnym start session gospodarzy LOTu. Popis w przejściu dał młody tata, a przy wejściu wykładziną zawładnęli jego synowie. Blondwłosa stewardesa zaproponowała mi przekąski. Kiedy z ciekawością zajrzałam do wózka, który pchała (do jedzenia było do wyboru: carpaccio, sałatki, lub łosoś). W towarzystwie brunetki był pewien brunet, z nim rozmawiałam najdłużej. Zapomniałam o paru osobach, ale ich nie pamietam. Ot taki zwykły lot. Do domu doleciałam o 7.00 rano… Nic mi się nie przyśniło. @flylot bardzo dziękuję

A post shared by Małgorzata Rozenek-Majdan (@m_rozenek) on

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here