Śmigielski obserwował dom Rosati? Były partner aktorki odbija piłeczkę: “Nie wpatrywałem się w żadne okno”

Weronika Rosati/photo: instagram: weronikarosati
Weronika Rosati/photo: instagram: weronikarosati

Konflikt Rosati i jej byłego partnera zaognia się. Dzisiaj paparazzi uchwycili Roberta, który stoi pod domem Weroniki, a media obiegła wiadomość o tym, że lekarz obserwuje jej mieszkanie. W sprawie wypowiedział się sam zainteresowany!

W rozmowie z Plejadą Śmigielski nie ukrywał zdenerwowania.

– Umówiłem się z moim przyjacielem na Placu Grzybowskim, zresztą często się tam spotykam ze znajomymi. Stałem tam przez 15 minut, a nie dwie godziny, jak sugerują media. Skoro ci panowie, którzy robili mi zdjęcia, tam stali, to zapewne dokładnie widzieli, że przywitałem się z tym kumplem i poszliśmy do kawiarni. I nie wpatrywałem się w żadne okno, tylko jak rozmawiałem przez słuchawkę z tym znajomym, to patrzyłem do góry. To wszystko… – powiedział.

Ponadto zagroził, że sprawę zgłosi na policję i czuje się śledzony przez paparazzich.

– Ta sytuacja jest kuriozalna. Rozmawiam z moimi prawnikami, by zgłosić na policję, że ktoś mnie śledzi. Jakim prawem robią mi zdjęcia na ulicy, jak czekam na znajomego pod budynkiem?!” – dodaje.

Przy okazji skorzystał z możliwości odniesienia się do sprawy nękania Weroniki i decyzji sądu o zakazie zbliżania się do niej i ich wspólnego dziecka.

– Nie mam żadnego zakazu poruszania się po Warszawie, takie rzeczy nie obowiązują w Polsce. Mam jedynie zakaz zbliżania się do niej, w dodatku zakaz czasowy, wydany jako zabezpieczenie do czasu rozpatrzenia sprawy na terenie stanu Kalifornia. Weronika nadużywa trochę tego, bo ludzie nie wiedzą, na czym dokładnie polega taki czasowy zakaz zbliżania się. Co więcej, ona nigdy tego zakazu mi nie dostarczyła, choć sąd ją do tego zobowiązał – przyznał w wywiadzie.