Maja Bohosiewicz postanowiła spędzić wakacje z Anną Lewandowską. Skutek? “To jest istny wpier***” [FOTO]

Maja Bohasiewicz. / foto: YouTube

Aktorka Maja Bohosiewicz postanowiła, że letni okres spożytkuje na szlifowanie formy sportowej. Ambitna artystka postanowiła więc oddać się w ręce jednej z najbardziej uznanych specjalistek w tej dziedzinie i udała się na obóz zorganizowany przez Annę Lewandowską. Szybko okazało się, że trening z żoną kapitana reprezentacji Polski w piłce nożnej to nie przelewki, a bardzo ciężka praca. 

Lewandowska postanowiła pokazać swoim fankom, że nie ma momentu, w którym można usprawiedliwić zaniedbanie własnego ciała i formy. Zorganizowała więc obóz sportowy dla matek z dziećmi. Na liście uczestniczek pojawiło się nazwisko Mai Bohosiewicz. W sportowej imprezie bierze też udział inna aktorka Małgorzata Socha.

Piękna aktorka we spisie na Instagramie podzieliła się wrażeniami z treningu u boku “Lewej”. Szybko okazało się, że tempo jest szaleńcze. Artystka miała nawet momenty zawahania i myślała o tym, żeby zrezygnować.

“Po dzisiejszym kieracie, czyli po porannych podbiegach pod górę, w pełnym słońcu, sprincie po kamieniach, upoceniu się jak szczur na czczo – zjadamy śniadanie i wracamy na matę. Na 2h trening. Nie jestem typem pi*ki która udaje, że robi skłony, jestem małym zawziętym ratlerkiem, który prędzej padnie, niż się podda. Ze*raj się, a nie daj się. 2h trening przetyrał mnie tak, że oprócz chęci rzygania ze zmęczenia, stanęłam przed psychiczną ścianą.

Zaczęłam po prostu płakać. Z bólu, zmęczenia, braku siły. Patrzyłam w prawo i w lewo i widziałam, że dziewczyny dają radę. Ja czułam, że jeżeli ktokolwiek zapyta mnie, czy jest ok, to po prostu zryczę się na bordowo i zaniosę jak moja dwulatka na bezdechu. Ten obóz jest hardkorem. Ten obóz daje tak w kość, jak nic nigdy mi nie dało. To jest istny wpier*** emocjonalny i fizyczny. To lekcje przesuwania własnych granic” – zrelacjonowała na Insta.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Nagrałam dla was długie stories, prosto po treningu. Zapłakana i wkurzona, używająca wulgaryzmów. Zapisałam w telefonie i nie opublikuje bo wiem, że cenicie mnie za kulturalny content. Mottem przewodnim obozu jest : nie oceniaj – doceniaj. Ciężko to idzie kiedy otacza się setka dziewczyn. Oceniamy wszystko, obgadujemy, domniemujemy intencje, przypisujemy złą wolę, doszukujemy się dziury w całym nie znając historii. Bije się w pierś. Oczywiście, że sama często robie to samo. Po dzisiejszym kieracie czyli po porannych podbiegać pod górę, w pełnym słońcu, sprincie po kamieniach, upoceniu się jak szczur na czczo; zjadamy śniadanie i wracamy na matę. Na 2h trening. Nie jestem typem pipki która udaje że robi skłony, jestem małym zawziętym ratlerkiem który prędzej padnie niż się podda. Zesraj się a nie daj się. 2h trening przetyrał mnie tak, że oprócz chęci rzygania ze zmęczenia, stanęłam przed psychiczną ścianą. Zaczęłam po prostu płakać. Z bólu, zmęczenia, braku siły. Patrzyłam w prawo i w lewo i widziałam, że dziewczyny dają radę. Ja czułam, że jeżeli ktokolwiek zapyta mnie czy jest ok to po prostu zryczę się na bordowo i zaniosę jak moja dwulatka na bezdechu. Ten obóz jest hardkorem. Ten obóz daje tak w kość jak nic nigdy mi nie dało. To jest istny wpier*** emotionally i fizyczny. To lekcje przesuwania własnych granic. Jeżeli jeszcze raz przeczytam: obóz dla celebrytek. Ogrzanie się w sławie Lewandowskiej. Będę was systematycznie blokować bo macie zerowe pojęcie o tym co się tu dzieje. Ile determinacji; siły; energii, zaangażowania każda z nas tu wsadza. Jeżeli chcecie coś ze sobą zrobić to po prostu się weźcie za siebie! Za swoje głowy za swoje myślenie. Rzeczy dla mnie niemożliwe są tu od nas egzekwowane na każdym treningu. Czuję ból w każdym cm mojego ciała, jestem chodzącym zakwasem i mam ochotę wyć. Ale na obozie dla celebrytek na zakwasy jest jedna rada. OSTRY TRENING.

Post udostępniony przez Maja Bohosiewicz – Kwaśniewska (@majabohosiewicz)