Maryla Rodowicz i jej mąż piorą brudy w tabloidach. Wypominają sobie zagrożenie życia, masło i kaczkę po pekińsku…

Maryla Rodowicz, Andrzej Dużyński/archiwum Leszczyński/PAP

Początki rozwodowej telenoweli Maryli Rodowicz i Andrzeja Dużyńskiego sięgają maja 2016 roku, gdy piosenkarka po powrocie z Dubaju odkryła, że mąż wyprowadził się z domu. Początkowo nie chciała uwierzyć, że ich trwające 30 lat małżeństwo dobiegło końca i to w taki sposób! Dopiero trzy miesiące później, w rozmowie z tygodnikiem „Na żywo” wymsknęło jej się, że nie mieszkają już razem.

No a potem było już w górki. Kiedy ujawniła prawdę o swoim małżeństwie, okazało się, że po prostu nie potrafi przestać o nim mówić. W wywiadach narzekała, że mąż kazał jej chodzić po domu w szpilkach i robić zakupy żywnościowe, a sam przestał o siebie dbać i po cichu podjadał ciastka. Twierdziła także, że zerwał z nią e-mailem i prawdopodobnie ma już nową kobietę.

Wtedy Dużyński poprosił swoich prawników, by przekazali Maryli, że jeśli nie powściągnie swojej wylewności, jej poziom życia po rozwodzie znacząco się pogorszy. Przejęta piosenkarka przez jakiś czas rzeczywiście trzymała język za zębami, ale jej się znudziło.

Osoby z jej otoczenia dają do zrozumienia, że udało jej się zdobyć dowody niewierności męża, co pozwoliło jej nabrać nadziej, że w trakcie procesu rozwodowego puści go w skarpetkach. Podobno potrzeba opracowania nowej strategii była przyczyną, dla której nie pojawiła się w sądzie 2 września.

Dużyńskiemu, który był przekonany, że już wszystko mają ustalone, a orzeczenie sądu będzie tylko formalnością, puściły nerwy. W odwecie odebrał żonie samochód, luksusowego Range Rovera wartego pół miliona złotych, którego podarował jej pięć lat wcześniej.

W rozmowie z “Super Expressem” odpiera zarzuty żony o zdradę, oskarżając ja o to, że nie poświęciła mu uwagi nawet wtedy, gdy walczył o życie w szpitalu.

Nie wyprowadziłem się z domu z powodu innej kobiety i nie miałem romansu, bo w tamtym czasie walczyłem w szpitalu o życie – ujawnia w tabloidzie. – O tym, że mogłem je stracić, wiedziałem tylko ja i lekarze przeprowadzający operację, Maryla zajmowała się wtedy koncertem w Opolu i własną mamą. Pewnie nawet nie wie, że mogła zostać wdową.

Z kolei w rozmowie z “Faktem” Rodowicz gorąco zapewnia, że w sądzie nie stawiła się nie przez złośliwość, tylko z powodu choroby, chociaż mąż twierdzi, że nie przedstawiła żadnego zwolnienia lekarskiego. Przy okazji postanowiła naświetlić nowe, nieznane dotąd powody, dla których mąż ją zostawił. Według najnowszej wersji, chodziło o masło i kaczkę po pekińsku.

Mąż stał się podejrzliwy. Uważał, że wszędzie celowo dodaję masło, a już wtedy zaczął obsesyjnie dbać o linię – ujawnia Rodowicz.

Czarę goryczy przelała nieszczęsna kaczka.
Andrzej odmówił jej zjedzenia. Bał się, że dania Maryli go utuczą– ujawnia osoba z otoczenia piosenkarki.

Oj, Marylka chyba zaczęła się mylić w zeznaniach… Obsesyjne dbanie o linię wyklucza podżeranie ciastek, o którym była mowa w poprzedniej wersji rozstania. To w końcu jak było?

Maryla Rodowicz, Andrzej Dużyński/fot. Stach Leszczyński/PAP

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here