Jeden z klientów sklepu sieci Biedronka znalazł w kupionym kurczaku „coś zielonego, włóknistego, jak by zagnieździł się tam obcy”. Sprawę zgłosił odpowiednim służbom. Nie zareagowały one jednak, w jego ocenie, w należyty sposób.
„Po rozkrojeniu piersi doznałem szoku oraz przeszła mi ochota na jedzenie przez najbliższe godziny” – opisuje klient sieci Biedronka.
Po kilku telefonach ustalił, że dopiero po badaniu laboratoryjnym można ocenić, co znajduje się w drobiowej piersi.
Kierownik sklepu, w którym dokonał zakupu, poradził mu, aby udał się do sanepidu. Państwowy Inspektorat Sanitarny przeprowadził kontrolę, która nie stwierdziła zaniedbań ze strony sieci.
Sprawę skomentował przedstawiciel Biedronki.
– Na przesłanym zdjęciu widoczna jest wada mięsa charakterystyczna dla mięśnia piersiowego drobiu. To tzw. choroba zielonych mięśni. Te zmiany nie są widoczne u żywych kurcząt na etapie hodowli. Dopiero po uboju przy podziale tuszki na poszczególne elementy. Co ważne, występuje incydentalnie u pojedynczych sztuk w stadzie i nie jest objawem zepsucia całej tuszki. Po wykrojeniu tej części, pozostała część mięsa nadaje się do spożycia – tłumaczy Łukasz Łamejko, menadżer ds. kontroli jakości produktów świeżych w Jeronimo Martins Polska.
Jednocześnie zapewnia, że jakość i bezpieczeństwo oferowanych produktów jest dla Biedronki priorytetem.
„Jeżeli w obecnej sytuacji taka sama propaganda występuje na temat zakażeń koronawirusem, a prawda jest jak powyżej, no to brawo… – komentuje klient sslepu.
Źródło: fakt.pl