Sytuacja między Weroniką Rosati i Robertem Śmigielskim od dwóch lat pozostaje bardzo napięta. Aktorka nadal nie może darować byłemu partnerowi, że zwodził ją w kwestii liczby biologicznego potomstwa. Na dodatek, co wyszło na jaw dopiero z czasem, używał wobec niej przemocy. Przypomnijmy to wstrząsające wyznanie: “Dostałam w twarz tak mocno, że upadłam” Z tego względu Rosati bez trudu uzyskała w amerykańskim sądzie zakaz zbliżania się Śmigielskiego do niej i ich wspólnej córki.
Jednak sąd w Polsce okazał się znacznie bardziej wyrozumiały dla ortopedy i nakazał Weronice umożliwienie mu spotkań z Elizabeth cztery razy w miesiącu po dwie godziny. Konkretnie chodzi o dwa dwugodzinne spotkania co drugi weekend, co czasem bywa trudne do zorganizowania.
Weronika bowiem pomieszkuje na zmianę w Warszawie i w Los Angeles. Nie ma zresztą innego wyjścia, jeśli chce zachować tak zwaną zieloną kartę, czyli dokument umożliwiający jej legalną pracę w Stanach Zjednoczonych. Żeby zachować przywileje stałego rezydenta, musi co roku przez kilka tygodni przebywać w USA. Przez ten czas spotkania Śmigielskiego z córką nie są możliwe.
Prawniczka ortopedy żali się w “Super Expressie”, że Rosati wykorzystuje zagraniczne wyjazdy jako pretekst do ograniczenia byłemu partnerowi kontaktów z córką.
– Sąd postanowił, że pani Weronika Rosati musi za każdym razem, gdy wyjeżdża z dzieckiem za granicę, informować, gdzie jedzie, kiedy wyjeżdża i kiedy wraca – przypomina mec. Kamila Zagórska. – Jeśli wyjazd ma być dłuższy niż cztery miesiące, to musi na taki wyjazd uzyskać zgodę ojca.
Jak wyjaśnia Weronika, gdyby nawet Śmigielski pojechał za nią i Elizabeth do Los Angeles, to i tak nie mógłby się z nimi spotkać, ze względu na obowiązujący go na terenie USA zakaz zbliżania się do byłej partnerki i córki.
– Przestrzegam postanowień sądowych, gdzie Śmigielski ma ograniczone prawa rodzicielskie przez przemoc, którą stosował wobec nas – tłumaczy aktorka. – Jego kłamstwa, że ograniczam mu kontakty z dzieckiem, to tylko próby odwrócenia od tej przemocy uwagi. Dziecko widuje się z nim według postanowień sądowych, jeżeli jestem w Polsce. Nie mam obowiązku umożliwiania mu widzeń, gdy jestem za granicą. Mieszkam z Elizabeth w USA, gdzie on ma wciąż zakaz zbliżania do nas. Gdy jestem w Polsce, mimo że wizyty są stresujące dla dziecka i dla mnie, często dostosowuję swój kalendarz do bardzo wypełnionego kalendarza Śmigielskiego, by umożliwić mu zobaczenie się z dzieckiem.

Mając taką toxyczną żonę zacząłbym się zastanawiać czy nie przyłączyć się do LGBT.