Robert Gonera przeżywa ciężkie chwile. Ma za sobą nieudane małżeństwo, przez które wylądował na ulicy. Choć jego los się odmienił, to nadal nie jest dobrze.
Nie mógł znaleźć pracy, a gdy mu się to już udało, nie miał za co do niej dojechać. Był uzależniony od alkoholu i chorował na depresję. Wyjść z dołka pomogła mu terapia.
– Wiele osób kojarzy moją twarz, zna filmy, w których grałem. W powszechnym przekonaniu jestem być może popularny. Ale żyję skromnie, bywało, że biednie… – opowiadał Gonera w „Twoim stylu”.
Choć minęło sporo czasu, to aktor nadal nie jest w najlepszej formie. Chciałby od życia wiele więcej. Jednak nie jest w stanie tego osiągnąć, mimo szczerych chęci.
– Pogodziłem się z tym, zaakceptowałem. To jest właśnie siła spokoju, o której mówiłem. Żeby się nie bać upadku, utraty statusu. Piąłem się po drabinie jak wszyscy z przekonaniem, że będę wyżej i wyżej. A przekonałem się, że niewiele trzeba, by spaść. Ja spadłem. I nie chcę się już wspinać za wszelką cenę. Wkurza mnie, że od facetów oczekuje się, by wciąż osiągali więcej i więcej. Tak się nie da. Ja mówię „stop” – dodał aktor.