W marcu tego roku, Katarzyna Bonda i Remigiusz Mróz sprawili mediom ogromną frajdę, pokazując się razem na gali Bestsellerów Empiku 2018. O tym, że rzeczywiście połączyła ich miłość, poinformował na Facebooku osobiście Remigiusz. Przyznał, że dziennikarze już dawno chcieli ich wyswatać, no i wreszcie się udało. “Starczy rzec, że wiedzieliście jeszcze przed nami i dostrzegaliście więcej niż my” – napisał.
Od razu pojawiły się pytania, czy miłość dwojga autorów poczytnych kryminałów zaowocuje wspólną książką. Pisarz rozwiał te nadzieje, ujawniając, że każde z nich tworzy własne, osobne historie.
Bonda pracowała wtedy nad powieścią „Miłość leczy rany”, do której przymierzała się od 18 lat i, jak przyznała w rozmowie z Wirtualną Polską, ciągle jakoś nie miała przekonania do tytułowego tematu. Poczuła wenę dopiero, gdy sama się zakochała. Oczywiście w Remigiuszu…
– Zadedykowałam Remiemu tę książkę, bo sprawił, że sama znów uwierzyłam w miłość – przyznaje pisarka – Piszę o tym w posłowiu i dziękuję mu za to. Kiedy pokochałam, zrozumiałam dlaczego moi bohaterowie postępują tak jak postępują… Przez wiele lat byłam sama. Nie wchodziłam w relacje wcale albo się asekurowałam, czyli pozwalałam się kochać, ale sama miałam serce z kamienia. To było trudne życie. Nie ma nic straszniejszego, kiedy ktoś kocha ciebie, a ty nie możesz się zaangażować. To jest tortura.
No ale na szczęście w jej życiu pojawił się Mróz. Dzięki autorowi cyklu o Chyłce, obecnie ekranizowanemu przez TVN, Bonda znów poczuła motyle w brzuchu. Tylko dlatego powstająca w męczarniach przez 18 lat powieść mogła pod koniec października trafić do księgarń.
– Remi mnie otworzył – przyznaje pisarka – Zaufałam i poczułam, że mogę zdjąć zbroję Amazonki. To było arcywyzwalające. Kiedy czujesz nie tylko bliskość, ale również wzajemność, to czujesz się bezpiecznie. Wtedy – paradoksalnie – miłość pozwoliła mi odnaleźć w sobie wojownika. Nie odwrotnie. Nie idzie bowiem o walkę krwawą, o bój w kontekście używania oręża, ale odpowiedzialność. Kiedy się wie, że ta druga osoba tak bardzo zalazła za skórę, że jesteś gotów za nią zginąć. Tego nauczył mnie związek z Remim i to promieniowało na tę opowieść. Potrzebowałam tego uczucia, by móc skończyć książkę.

