Sprawa tej ciężko chorej zakonnicy była jedną z głośniejszych w XIX wieku. Bestialskie traktowanie miało miejsce w Polsce, a dokładniej w Krakowie. Siostry z zakonu Karmelitanek na 20 lat umieściły jedną z nich w celi bez okien i z podwójnymi drzwiami. Dramat Barbary Ubryk powrócił.
Kobieta swoją przygodę z zakonem najpierw rozpoczęła w Warszawie u Wizytek. Tamte mury musiała jednak opuścić, ponieważ gdy zaczęła przejawiać pierwsze symptomy choroby psychicznej, siostry podjęły decyzję o usunięciu Barbary Ubryk.
Kiedy manie i liczne halucynacje w końcu ją opuściły, a ona sama uznała, że jest już zdrowa, okazało się, że siostry nie mogą przyjąć jej z powrotem… Obowiązuje tam bowiem zasada, że siostra, którą raz wyrzucono, już nigdy nie może wstąpić do nich ponowie.
Wtedy właśnie został polecony jej klasztor Karmelitanek, znajdujący się w Krakowie. Kiedy Ubryk udała się tam, jej dramat zaczął się na nowo. Jednak tym bardziej ze zdwojoną siłą….
„Rozbierała się, obnażała, wulgarnie odzywała. Wtedy nazywano to chorobą maciczną, szałem macicznym” – wyznała autorka książki o historii Barbary Ubryk, Natalia Budzyńska
Siostry podjęły więc decyzje o umieszczeniu Barbary w celi. W ten sposób chciały zatroszczyć się nie tylko o jej bezpieczeństwo, lecz także o renomę swojego klasztoru. Nie mogły pozwolić sobie na skorzystanie z pomocy specjalistów, ponieważ, podobnie do Wizytek, miały nienaruszalną zasadę…
„Kiedyś zakon Karmelitanek Bosych był zamknięty, miał najsurowszą regułę ze wszystkich klasztorów żeńskich i jak się do niego weszło, to już się nie wychodziło. Reguła oczywiście przewidywała, że zakonnica może zachorować, ale leczyło się ją i pielęgnowało w klasztorze” – powiedziała Budzyńska.
Właśnie tym sposobem życie Barbary Ubryk zmieniło się w istne piekło. Kobietę umieszczono w „pokoju” w którym panowały iście spartańskie warunki. Bez mebli, bez światła a z czasem nawet bez okna, ponieważ zostało ono zamurowane. Jedyne co miała to materac na podłodze i podwójne drzwi, które uniemożliwiały jej kontakt ze światem.
Kobieta wytrzymała tak ponad 20 lat. Przypadek sprawił, że na jeden z krakowskich komisariatów trafił anonimowy list o sytuacji z pobliskiego klasztoru. Kiedy policjanci znaleźli się na miejscu, ich oczom ukazał się łamiący serce widok. Na ziemi siedziała wychudzona, przestraszona kobieta, która ważyła zaledwie nieco ponad 30 kilo.
Siostry, które były odpowiedzialne za całą tę horrendalną sytuację, nie zostały ukarane. Krakowski sąd nie zebrał wystarczającej ilości dowodów do tego, aby można było postawić im jakiekolwiek zarzuty.