„Gran Hermano” to hiszpańska wersja Big Brothera, która kończy się bardzo smutno. Po oskarżeniu o gwałt w czasie nagrywania edycji z 2017 roku, program porzucili reklamodawcy.
Wszystko miało wydarzyć się w listopadzie 2017 r., a ten temat podbija teraz całą Hiszpanię. Carlota, która była uczestniczką programu miała zostać zgwałcona. O sprawie zrobiło się bardzo głośno, a firmy sponsorujące przedsięwzięcie postanowiły się wycofać.
Dotyczy to około 20 sponsorów! Wśród nich: Nestle, Schweppes, Nissan, L’Oreal, czy BBVA. Telecinco, który nadawał serie „Gran Hermano” to kanał o bardzo dużej oglądalności w Hiszpanii. Teraz rzecznik Carretilli”, jednego z hiszpańskich liderów przemysłu przetwórstwa spożywczego, oświadczył, że jego firma też nie będzie sponsorować programu, ponieważ „nie podziela takich wartości”.
Skarga Carloty Prado znalazła się w prokuraturze. Uczestniczka utrzymuje, że została zgwałcona przez innego uczestnika. Miało do tego dojść w pokoju, gdy była pod wpływem alkoholu, prawie nieprzytomna. Cała scena miała zostać sfilmowana.
Ascienden a 18 los anunciantes que retiran su publicidad de ‘Gran Hermano’ por el caso de abuso sexual https://t.co/hXOlhgcasw
— eldiario.es (@eldiarioes) November 28, 2019
Producenci wyrzucili młodego gwałciciela z edycji, a film nigdy nie został pokazany. Scena została jednak nakręcona w domu Wielkiego Brata i dzień po rzekomym gwałcie Carlota została poproszona o skomentowanie sceny w ramach „spowiedzi”. Do mediów dostał się taki materiał, na którym widać reakcję Carloty.
Młoda kobieta denerwuje się, gdy pytają ją, czy to stało się bez jej wiedzy i płacze prosząc, by zatrzymać puszczony jej obraz.
Endemol Shine Group, firma produkująca program, oznajmiła, że „z perspektywy czasu żałuje, że rozmowa, podczas której Carlota została o tym poinformowana, odbyła się w pokoju spowiedzi”. Dodano, że nigdy nie próbowali jednak wyemitować samego filmu.
Telecinco kontrolowane przez rodzinę byłego premiera Włoch Silvio Berlusconiego, obiecuje wyjaśnienie faktów i pomoc w śledztwie. Dodaje jednak, że nie jest tu stroną.
Źródło: AFP/ Le Point