Maciej Maleńczuk szczerze o swoim życiu. “Ćpałem, chlałem i…”

Maciej Maleńczuk fot screen youtube.com
Maciej Maleńczuk fot screen youtube.com

Życie jest do dupy. Życie współczesnego człowieka jest pełne stresu, wrednych ludzi, czasami śmierci. Całe mnóstwo ludzi chodzi ultrazdołowanych – mówił w rozmowie z magazynem VIVA, Maciej Maleńczuk.

Muzyk promując książkę o nim samym pt. “Maleńczuk. Ćpałem, chlałem i przetrwałem” postanowił szczerze opowiedzieć o swoich ciężkich przeżyciach. Mówił między innymi o wspomnieniach związanych z alkoholem.

Pięćdziesiątka wódki, którą wypiłem w wieku siedmiu lat. Było nas pięciu kumpli między 7 a 10 lat. Siedzieliśmy ukryciu w domu z tektury, który sami zbudowaliśmy, i obaliliśmy półlitrówkę. Butelka miała korek, jak wino, i zalakowaną główkę. Musiał to być 1968 rok. Inicjatorami byli ci troszeczkę starsi koledzy, a ponieważ ja się z nimi bujałem, to też dostałem strzała. Nalewaliśmy do kieliszka typu 25, więc wypiłem dwie kolejki. Potem zgasło światło – wspominał artysta.

Mało kto pamięta, że Maciej Maleńczuk w swoim życiu miał również epizod gry na ulicy. Wówczas to spotkać go można było na ulicy Sławkowskiej w centrum Krakowa.

Na ulicy jesteś ostatni w łańcuchu pokarmowym. Jest średnio ciepło, ludzie się śpieszą, zakapturzeni, a ty musisz zagrać, bo, kurwa, potrzebujesz szmalu. I grasz. I nikt się nie zatrzymuje. A ty dalej grasz. Bardzo przykre. Ja mam w sobie bezczelność, ale początki były cholernie trudne – mówił.

Żyję, ale uwierz mi, że umierałem tysiące razy. Cholernie mi żal, że Betina nie żyje, Radwan… Trzeba dopuszczać do kaca i nie wpadać w ciągi. Strzelałem okazjonalnie, ale nigdy nie byłem w ciągu – dodał.

Comments are closed.