Dwa lata temu, w Konstancinie-Jeziornej doszło do makabrycznego wypadku z udziałem dziennikarza – Piotra Najsztuba. Została potrącona staruszka, która w konsekwencji miała połamane żebra oraz złamaną kość pokrywy czaszki. 77-latka na szczęście przeżyła. Do zdarzenia doszło w momencie, gdy redaktor miał już odebrane prawo jazdy, a badania techniczne samochodu były przeterminowane.
Najsztub nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze. Uderzył kobietę na pasach, gdyż nie był w stanie wyhamować. Jednak jak orzekł sąd, wina leżała po stronie 77-latki, która wtargnęła na jezdnię. W tym momencie prawo pieszego do pierwszeństwa nie działa, gdyż pieszy nie powinien wejść na przejście, gdy widzi samochód. Kuriozalnie, gdyż przecież ma pierwszeństwo. Jak się okazuje, można to zinterpretować w taki sposób, że z chodnika włącza się on dopiero do ruchu, a nadane mu pierwszeństwo obowiązuje dopiero wtedy, gdy już się na tych pasach znajduje.
Dziennikarz nie miał przy sobie dokumentu potwierdzającego uprawnienia do kierowania pojazdem. Dziwne byłoby, gdyby takowe posiadał, gdyż stracił je za przekroczoną sumę punktów karnych i to aż osiem lat temu od daty niechlubnego wypadku z udziałem pieszego.
Tuż po wyroku uniewinniającym Piotra Najsztuba, o całej sytuacji wypowiedział się premier – Mateusz Morawiecki. Stwierdził on nieprawidłowości w pracy wymiaru sprawiedliwości i zaznaczył, że nie dopuści do tego, by piraci drogowi bezkarnie stanowili niebezpieczeństwo dla życia seniorów.
W odpowiedzi, dziennikarz zalecił mu zapoznanie się z aktami sprawy. Najsztub ma za złe politykowi powoływanie się na jego sytuację w publicznych wystąpieniach i przedstawianie go w negatywnym świetle.