Mocne słowa Marcina Millera o branży disco polo! “Nie ma już argumentów…”

Polsat otwiera nowe show! Gwiazdą programu Marcin Miller
Marcin Miller/Fot. Instagram @marcinmillerboys

Przez wiele lat byłem opluwany, a dziś wychodzę na scenę i wszyscy szaleją. Mógłbym nic nie robić, a publiczność i tak by się cieszyła i śpiewała nasze piosenki. Nawet gdyby ktoś mi chciał dokopać, to nie ma już argumentów. Dzisiaj disco polo jest siłą – mówi Marcin Miller, lider zespołu BOYS.

Piosenkarz określany mianem “Imperatora disco polo” w rozmowie z serwisem Plejada.pl postanowił szczerze opowiedzieć o ciemniejszych stronach kariery, a dokładniej zachowania niektórych osób wobec gwiazd disco polo.

– Traktowano nas jako artystów gorszego sortu. Gdy wchodziliśmy na scenę, to wszyscy dobrze bawili się przy naszej muzyce. Mimo tego, podchodzono do nas z dużym dystansem. Kiedyś Agata Konarska z Telewizji Polskiej nagrywała jakiś materiał z imprezy, na której graliśmy. Zobaczyła, że ludzie szaleją pod sceną podczas naszego występu i zawołała operatora, żeby to nagrał. On popatrzył na nas, machnął ręką i powiedział, że nie będzie kręcił zespołu disco polo. Innym razem z kolei nas nagrano, ale reakcje publiczności z naszego występu podłożono pod występ innego zespołu. Wokalista śpiewał swoje, a ludzie na widowni ruszali ustami tak, że widać było, że to “Jesteś szalona” – wspomina w szczerej rozmowie Miller.

Choć artysta ma za sobą kilkadziesiąt lat na scenie, to nie ukrywa, że niektóre zachowania wywołują u niego naturalne, ludzkie odruchy m.in. takie jak żal. Szczególnie ma to być widoczne w sytuacjach, gdy na koncertach znajdują się gwiazdy z różnych nurtów muzycznych.

– Jestem tylko człowiekiem, więc jeśli ktoś mnie obraża lub źle traktuje, to naturalne, że jest mi przykro – stwierdza lider zespołu BOYS.

Imperator disco polo w rozmowie przyznał również, że po początkowym sukcesie w latach 90. przyszedł czas na ogromne spadki zainteresowań. Związane to było między innymi z wycofaniem się telewizji Polsat.

– W mediach okrzyknięto śmierć muzyki disco polo. Ludzie nie widzieli nas w telewizji, nie czytali o nas w prasie, więc myśleli, że naprawdę zniknęliśmy. A to nie do końca tak wyglądało. Pamiętam, jak w tamtych czasach jechaliśmy na koncert i na stacji benzynowej w Jeleniej Górze podszedł do mnie jakiś facet i powiedział, że mnie kojarzy. Ucieszyłem się bardzo. Zapytał, czy gram disco polo. Ja na to, że tak. Po czym dopytał, czy jestem z Bayer Full. No i czar prysł. (śmiech) Wytłumaczyłem mu, że śpiewam w zespole Boys. On odparł, że kojarzy te nazwę i dodał, że teraz to już chyba nie mamy roboty. Pomyślałem sobie – no tak, nie mam pracy i dlatego przyjechałem na drugi koniec Polski na hot-doga. (śmiech) On w ogóle nie kumał, że jedziemy właśnie na koncert – podkreślił.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here